|
I w tym świecie zaczyna się niepokój. Zaczęła się trzecia era po rozstąpieniu ziemi i wydostaniu się wielkiego pana ciemności z czarnych piekieł w pierwszej erze. Zanim zacznę opowieść przytoczę wam trochę zakończenie drugiej ery tego jakże malowniczego, ale i nie spokojnego świata. No, więc gdy na początku drugiej ery pan ciemności znowu zaczął nasilać się swoje ataki przez przypadek pod wpływem czarnej magii pomieszania meteorytowego pyłu oraz kilku innych przypadkowych składników powstały czarne smoki. Miały one czarne stalowe łuski tak jak i czarne serce. Utworzyły się pod postacią niezależnej grupy, która istniała przez kilka erudonów.(Jednostka czasowa jeden erudon= trzy miesiące.) Po czym niewiadomych przyczyn rozleciały się po całym świecie. Niestety samotnie nie mogły przetrwać nawet jednego erudona. Trzy czarne smoki, które żyły już bardzo długo, ponieważ miały one kryształy życia pozwalające przetrwać tylko i wyłącznie smokom , ostały się w twierdzy smoków, do , której można było się dostać przy pomocy starego maga samotnika i jego zwojów. Stary mag został wygnany do krainy trucizn by nikt nie mógł wejść ani wyjść do twierdzy . Był on na tyle potężny żeby bronić się i żyć dość spokojnie. Dwa z trzech smoków postanowiły wyjść ze swojej twierdzy i poszukać starego symbolu władzy , który został skradziony wiele lat temu przez jednego z zielonych smoków. Symbol pozwoliłby od nowa odbudować klan. Obydwa czarne smoki zostały zgładzone. Przy szukaniu tegoż symbolu bardzo spustoszyły ziemie ludzi. Czwórka Herosów, którzy obawiali się kolejnego spustoszenia ziem nie tylko ludzi, ale i elfów zebrali się w wiosce podróżników Ellore, po czym wyruszyli do krainy trucizn, odnaleźć starca. Znalawszy go i udowodnieniu swojej potęgi poprzez przedostanie się przez puszcze weszli do twierdzy smoków. Zgładzili najpotężniejszego, najmądrzejszego i najstarszego z nich. Nie było łatwo, ale żeby tragedia się nie powtórzyła po zniszczeniu smoka zapieczętowali wejście do twierdzy. To nie był jeszcze koniec. Ataki czarnego pana demonów o jego popleczników nadal nie ustawały. Na szczęście zjednoczona armia elfów i ludzi zdołała odeprzeć ataki plugawych bestii. A orkowie?? No właśnie, co z nimi? Ci watażkowie, wspaniali łowcy oraz potężni magowie żyli sobie na swoim terenie jak gdyby nigdy nic. Wiedzieli, że żeby czarny pan i jego armia dostała się na lądy orków musi przejść przez pustynię a jeszcze wcześniej przez lądy elfów. Wróćmy do trzeciej ery. To czas budzenia się duchów z minionej epoki. To czas nowych poszukiwaczy przygód, którzy niezłomnie przeszukują ruiny wszystkich trzech starych królestw by znajdować skarby oraz tajemne przejścia. Zwróćmy uwagę na jedną z wiosek, która jest wioską właśnie poszukiwaczy przygód. Jest to przystanek w tym wielkim świecie niebezpieczeństw. Nawet u orków narastał niepokój. Był on związany z przeróżnymi zjawiskami poczynając od agresywnych zwierząt kończąc na otwarciu niebezpiecznych portali. Wioska, która była przystankiem zwała się, Zylon. Nie była to spokojna wioska. Co dzień przybywali tam nowi poszukiwacze przygód. Niektórzy naprawdę nie potrafili się zachować. Na szczęście w wiosce nie brakowało ludzi, którzy zajmowali się takimi. Łącznie z wodzem, była jeszcze nauczycielka wojowników, Bruntai, która zasłynęła w bitwie z bestiami pod Tor Fortress. Był jeszcze Callisto, który był najlepszym łowczym w okolicy oraz Trujillo, tajemniczy nauczyciel magów. Nie był on ani człowiekiem ani elfem ani orkiem. Może jest on jedną z powstałych dusz?? Nie wiadomo. Nie będę o nim opowiadał, ponieważ też nie o nim będzie historia. W wiosce było kilku łowczych. Przecież jeden myśliwy nie nazbiera żywności dla całej bandy wygłodniałych poszukiwaczy przygód. Było jeszcze dwóch łowczych. Jeden był z innej wioski i przybywał raz na Esradon( Jeden Esradon nasz jeden tydzień ^^)by uzupełnić zapasy wioski, drugi zaś był miejscowy i wywodził się z długiego rodu zajmującego się tą dziedziną życia. Uczył się on u samego mistrza. Pewnego razu wybrał się na polowanie. Ubił jednego dzika trzema celnymi strzałami w łeb. Wnet inny ze stada dzik zaczął biec na niego z niesamowitą wściekłością. Łowczy powalił go kolejnymi dwoma strzałami. Saran, bo tak miał na imię nasz łowca podbiegł do dzika by upewnić się, że nie żyje. Gdy spojrzał w prawą stronę na stare drzewa rosnące obok wioski od niepamiętnych czasów zauważył, że na ziemi zakopane nieudolnie pod kamieniami coś się świeci. Było to niebieskie oraz biło ciemno błękitną barwą, która wydostawała się na zewnątrz i dawała fioletową barwę. Saren podniósł to. Nie zastanawiał się długo nad znaleziskiem schował je do podręcznej torby, podszedł do pierwszego dzika i wziął go na plecy. Nie zwlekał wcale, bo wiedział, że dziś, jak co dzień przybędą nowi poszukiwacze przygód. Wioska spodziewała się też dziś kolejnego specjalnego gościa. Był nim handlarz wszystkiego. Posiadał on towary wszelakie. Od złota po zwykłe noże. Nie bał się chyba niczego. Miał bardzo duży asortyment broni. Zbijał majątek na podróżowaniu i sprzedawaniu, czego popadnie. Był w wielu miejscach oraz widział wiele istot. Dzięki jego wyprawom posiadał rozległą wiedzę na wiele tematów. Wieczorem miał przybyć do Zylon. Saren, jak co wieczór siedział w karczmie. Siedział on przy barze i rozmawiał z barmanem.
- Wiesz może czy przyjechał już stary handlarz??- Zapytał Saren. Po czym wziął łyk trunków.
- Pewnie już przyjechał. Możliwe, że przyjmuje go właśnie nasz starszy z wioski. Powinien niedługo zjawić się w naszej karczmie. Saren powiedz mi nigdy się nie interesowałeś tym, kiedy przyjedzie handlarz. Powiedz mi, złamał ci się łuk po twoim ojcu??- Zapytał barman.
- Nie. Po prostu znalazłem coś interesującego. Nie ważne. Mamy dziś jakichś specjalnych gości?- Odpowiedział, po czym zapytał saren.
- Oprócz tej zgrai hultajów, którzy jak zwykle nic nie robią tylko żłopią piwsko i na szczęście są tylko przejazdem przyjechali jeszcze trzej poszukiwacze przygód wyższej rangi. Szukają cennych przedmiotów, mówili mi na przykład o jakichś świecących kamieniach. Nie wiem, co to jest, i nie chce wiedzieć. Jestem już na to za stary.- Powiedział karczmarz.
Nagle drzwi otworzyły się. Do karczmy wszedł starszy ork ubrany w kosztowne ubranie, z ozdobną laską w ręce i fajką w ustach. Podszedł powolnym krokiem do baru i zamówił najstarsze wino, jakie było w karczmie. Był to stary handlarz. Saren poczekał aż karczmarz się obrócił i, po czym zaczepił starszego pana.
- Witam wędrowny handlarzu. Pozwoli pan, że przejdę do rzeczy- Wyjął on dyskretnie kamień, który znalazł dziś na polowaniu- Mógłby mi pan powiedzieć, co to jest?- Zapytał Saren. Handlarz odparł:
- No cóż jest ot bardzo rzadkie znalezisko. Jest pełno okazów podobnych kamieni, lecz w mniejszych rozmiarach. Jest to bardzo cenny kamień. Wymienię się z tobą dobrze?- Zapytał zaintrygowany handlarz.
- Dobrze- Powiedział Saren, który nie wiedział, co zrobić w takiej sytuacji.- Zamienię się z tobą za bardzo dobry łuk oraz kilka setek złotych monet. Pamiętaj, że w tych czasach bardzo przydają się zarówno dobra broń jak i dużo pieniędzy. Zobaczymy się rano przed bramą.- W tej chwili wrócił karczmarz i nalał do kufla tego jakże dobrego trunku. Dla tego orka obok też to samo wino- Powiedział handlarz i wskazał na Sarena.
[ Ciąg dalszy najprawdopodobniej nastąpi (^w^) - Fuyu ]
Zakaz kopiowania bez zgody autora Kalim1500.
|